Odnajdź swoją twarz

Ostatnio modne są wszelkie serwisy analizujące/generujące dane graficzne z użyciem AI/uczenia maszynowego. Modne być może dlatego że w ogóle stały się możliwe. Doszliśmy już do takiego poziomu rozwoju możliwości obliczeniowych, że potrafimy w bardzo różnorodny i warygodny jednocześnie sposób, modyfikować grafiki. Następnym krokiem są mateiały video (już się to zaczyna). A co dalej?

Jedną z takich appek jest PimEyes. Ogólnie jest to silnik skanujący Internet (w przede wszystkim serwisy społecznościowe i składnice zdjęć) w poszukiwaniu danej twarzy. Działa nieźle. Zastosowanie: głównie odnajdywanie nieautoryzowanych użyć zdjęć. Ale być może niedługo będzie można zaprząc genetykę i np. odnaleźć zaginioną rodzinę? W każdym razie ciekawa rzecz, na pewno zasługująca na tą wzmiankę.

Kolorowanie zdjęć po rosyjsku

Już kiedyś pisałem o automatycznym kolorowaniu zdjęć.

Od jakiegoś czasu serwis mail.ru oferuje usługę on-line szybkiego kolorowania. Przy okazji poprawia najbardziej widoczne usterki na zdjęciach. Działa to całkiem dobrze, ale kolory nadal się trochę „rozmywają”. Jednak jest to świetna baza do dokładnego, ręcznego kolorowania.
Usługa jest tutaj: https://9may.mail.ru/restoration/?lang=en

Depikselowanie awatarów

Algorytmy potrafią robić niesamowite rzeczy.
Narzędzie Face Depixelizer (offlineowe) zgaduje, jaka twarz została zapikselowana. Robi to w bardzo prosty sposób – generuje twarz, zapikselowuje ją i sprawdza czy kolory pikseli pasują do obrazka wejściowego. Jeśli nie – generuje poprawione zdjęcie tak żeby lepiej pasowało. I tak aż nie „zgadnie” twarzy zapikselowanej. Oczywiście jest ona tylko podobna do oryginalnej (btw fajna metoda na tworzenie podobnych osób). Ale działa. Ciekawostka, być może użyteczna.

Google Fonts (i nie tylko) – dlaczego lepiej hotlinkować niż trzymać u siebie?

W niemal każdym poradniku o optymalizacji stron www można odnaleźć wskazówkę, że wszystkie zawartości wczytywane z zewnątrz powinno się umieścić lokalnie na stronie, i wczytywać razem z innymi elementami strony z jednego serwera. Koronnym przykładem jest tu Google Fonts – popularna usługa serwowania darmowych do użycia krojów czcionek.

Mówi się że hotlnikowanie (czyli linkowanie zdalne) spowalnia ładowanie strony i uzależnia ją od zewnętrznych usług.
W zasadzie prawda, ale:

Jeśli dana usługa jest bardzo popularna (na przykład jest to bardzo popularny font Open Sans) to istnieje bardzi duże prawdopowobieństwo, że użytkownik strony był już na innej stronie która używa tego kroju czcionek. Zatem – ten krój jest już zapisany u niego w przeglądarce, a ta widząc hotlink do tego samego miejsca, nie będzie ładowała czcionek z serwera Googla, tylko pociągnie z własnego cache’a, co jest około trzy biliony razy szybsze.

Ma to zastosowanie dla wszystkich popularnych treści hotlinkowanych.

A pod adresem
https://fonts.google.com/analytics są pełne statystyki użycia krojów z Google Fonts. Rządzą: Roboto, Open Sans, Lato (polska produkcja!), Oswald. Myślę że te kroje można spokojnie hotlinkować do woli. :)



Ciekawostki z krainy HTML i CSS

Czy wiedziałeś że CSS może pobrać atrybut znacznika HTML?
<span data-cokolwiek=’tresc’>costam</span>
span::after {
content: attr(data-cokolwiek);
}

https://www.w3schools.com/cssref/func_attr.asp

Czy wiedziałeś że obrazem w <img> można maniulować niemal tak samo jak w background css’a?
<img src=”cos.jpg” style=”object-fit: cover;” alt=””>
img {
object-fit: fill | cover | contain | none | scale-down
}

https://developer.mozilla.org/en-US/docs/Web/CSS/object-fit
(a backgroundy nie są indeksowane przez Google?)

Czy wiedziałeś, że samym CSSem możesz robić wykresy tortowe, za pomocą gradientu stożkowego?
.pie-chart {
width: 340px; height: 340px;

border-radius: 50%;
background: conic-gradient(#8b22ff 0% 25%, #ffc33b 25% 56%, #21f3d6 56% 100%);
}

https://codepen.io/ananyaneogi/pen/mYmrMJ


Więcej być może wkrótce :)

Sprawdzanie poczucia estetyki UI/UX

Zobaczcie cantunsee.space.

Can’t unsee to pseudo-gra, w której musisz oznaczyć bardziej prawidłowy (ze wszechmiar) projekt elementu interfejsu graficznego.

Na początku jest łatwo i prosto, potem następuje kilka błędów, a potem trzeba się dobrze przypatrzyć, żeby oznaczyć ten dobry obrazek. Trudne, czasochłonne, ale uczące i dające dużo satysfakcji. Szczególnie projektantom. Polecam Can’t unsee – nie będzie to czas zmarnowany!

Automatyczne kolorowanie zdjęć dzięki AI

Kiedyś już pisałem o kolorowaniu zdjęć specjalnym algorytmem (o tutaj), jednak tym razem to co innego. Tym razem wszystko dzieje się automagicznie, automatycznie, w oparciu o sztuczną inteligencję (a raczej o uczenie maszynowe, bo prawdziwa AI jeszcze nie istnieje).

Chodzi o colorize-it.com – stronę na której można automatycznie pokolorować zdjęcie. Na przykład takie jak zdjęcie wyróżniające tego posta. Efekty może i są niezłe, ale niezadowalające dla odbiorcy, szczególnie przy zdjęciach które zawierają obszary o nieoczywistych kolorach, a do tego te obszary przenikają się między sobą:

Jednak po kilku drobnych korektach w Photoshopie – algorytm może być bardzo pomocny. Aczkolwiek – jak dla mnie jest to nadal raczej ciekawostka.

BTW. ostatnio obiło mi się o uszy że Google Photos ma mieć za niedługo opcję automatycznego kolorowania. Ciekawe jak się sprawdzi – w końcu GP ma potężną próbkę zdjęć do uczenia maszynowego…

Nietypowa inspiracja

Deadline się zbliża. Trzeba zacząć coś robić, coś projektować. Klient jest fajny, chcesz mu zrobić coś z efektem wow (a przynajmniej żeby to on powiedział ‚wow’). Przeglądasz strony konkurencji i templatki z templatemonstera. Wszystkie są ładne, wszystkie ugłaskane, każdy piksel na swoim miejscu, mniam. Tylko że wszystkie… nudne.

A Ty potrzebujesz czegoś nietypowego, czegoś nowego, świeżego powiewu.

Co wtedy?

Wtedy wchodzisz na theuselessweb.com, klikasz różowy przycisk i patrzysz na te dziwadła, i resetujesz mózg. I znowu klikasz, i klikasz, i klikasz. Aż po 37 kliknięciu w różowy przycisk – mówisz „wow”.

Masz pomysł, robisz Klientowi genialną wow-ową stronę, kosisz hajs, profity i szacun na dzielni, dostajesz następne zlecenia. I następne, i następne, coraz większe.

I klikasz, klikasz ten różowy przycisk.

Tak to działa.

Generator twarzy

The future is near. Very near.

Stworzono algorytm który generuje twarze. Losowo. Na podstawie fake’owego AI/uczenia maszynowego. Efekty są niesamowite. I porażające.

Oto bowiem możesz w ciągu paru sekund wygenerować zdjęcie twarzy osoby która nie istnieje – losowej płci, rasy i w losowym wieku.
A twarz wygląda jak prawdziwa.

No… prawie. Są artefakty. Algorytm ewidentnie nie radzi sobie z rysowaniem/dopasowywaniem niektórych elementów – głównie zębów oprawek okularów, czasami oczu i włosów (szczególnie na styku z tłem). Czasem też wychodzą koszmarki.
Przy zbieraniu zdjęć do powyższej grafiki, trafiłem na coś takiego:

Creepy, nie?

To tylko próbka, chociaż niektóre zdjęcia wychodzą też idealnie – nie do odróżnienia od prawdziwego zdjęcia.

Przeraża mnie myśl, co będzie za 10 lat? Czy np. aktorzy będą jeszcze potrzebni? Modele? Fotografowie?
Fascynujące i mrożące krew w żyłach zarazem.

Sprawdź generator zdjęć twarzy tutaj: thispersondoesnotexist.com (wystarczy odświeżać).

BTW te fotki to świetny materiał do ćwiczenia retuszu zdjęć lub zdjęcia do avatarów w projektach.